25. Jak (nie) witać chłopaka?

Dzisiejsza notka jest specjalna. Pan Black wraca jutro z dalekiej podróży, skąd zrodził się mój pomysł na dzisiejszy post. Co należy zrobić, żeby idealnie przywitać swojego ukochanego?

1. Bądź zbyt zajęta

Długo się nie widzieliście, chłopak jest stęskniony i chciałby się spotkać. No ale zaraz... przecież Ty tak długo czekałaś na niego i tęskniłaś, chcesz teraz tak po prostu się z nim spotkać?! Niech on też trochę pocierpi! Wstrzymaj się kilka dni, żeby wiedział, że nie ma Cię na wyłączność. Nie powinno Cię obchodzić to, że on musiał wyjechać i nie było to jego widzimisie. Nie ma znaczenia też fakt, że on będąc z dala od Ciebie też tęsknił. Przecież to Ty tutaj się liczysz, on powinien stanąć na głowie, żeby być zawsze przy Tobie na Twoje zawołanie. Zasłużył, żebyś mu teraz pomachała przed nosem swoim harmonogramem zajęć i poprosiła by umówił się z Tobą na spotkanie poprzez sekretarkę.

2. Spóźnij się po niego

Jeżeli już musisz go odebrać z jakiegoś miejsca, to pamiętaj, by być 'modnie spóźnioną'. Każda szanująca się kobieta musi tego przestrzegać. I nie ma żadnych ale! Odczuwalna temperatura na zewnątrz to -666 stopni? Co tam, to w końcu facet - ma być twardy! Ty jeszcze idź przypudrować nosek, a pięć minut przed planowanym odbiorem przypomnij sobie o wizycie w spa. Napisz jedynie sms'a, że chwilkę się spóźnisz, po czym oddaj się przyjemnościom (przecież należy Ci się ten wypad na masaż i do sauny!)  

3. Kłóć się z nim tuż przed powrotem

Każdy mężczyzna uwielbia to uczucie, kiedy jego kobieta robi mu dzikie awantury przed powrotem. Ta chęć podróży do domu i spotkania się z nią są wtedy tak wyostrzone! Najlepiej, gdy chodzi o byle co. Wściekaj się na niego, znajdź jakiś powód i szalej! Możliwości są nieograniczone, a Twój mężczyzna na pewno postara się, by jak najszybciej wrócić. Ta myśl o rozwścieczonej kobiecie, która przywita go serią zarzutów, wulgaryzmów, krzyków i polem minowym w bitwie słownej - kto by o tym nie marzył?


4. Pamiętaj o bólu głowy

Jeżeli już mieszkacie razem i Twój luby wraca prosto do domu, to koniecznie pierwszego dnia skorzystaj z wymówki, że boli Cię głowa. Tak długo się nie widzieliście, on ledwo wytrzymuje ciśnienie i wręcz rozbiera Cię wzrokiem, ale Ty bądź twarda. Jak teraz mu się oddasz bez żadnego 'ale', to on będzie częściej wyjeżdżał, żebyś zawsze go tak witała... to logiczne, prawda? Nie możesz do tego dopuścić!

5. Najlepiej zachoruj

Nie ma nic lepszego niż choroba tuż przed jego powrotem. Wszystkie poprzednie masz załatwione za jednym zamachem. Nie spotkasz się z nim, bo jesteś przykuta do łóżka (punkt pierwszy - zaliczony). Spóźnisz się po niego i to o ładnych kilka godzin, bo akurat zaspałaś z wycieńczenia (punkt drugi - zaliczony). Możesz się z nim kłócić, ile wlezie, bo jesteś chora i masz swoje humorki - masz gorączkę, więc gadasz trzy po trzy (idealnie, punkt trzeci - zaliczony). Źle się czujesz, umierasz i śpisz całymi dniami, a ten ból głowy to przy tym pikuś - bez problemu odmówisz mu igraszek (punkt czwarty - zaliczony). Ktoś ma jeszcze jakieś wątpliwości, że jest to najlepsza opcja? ;)


Mam nadzieję, że nikt nie wziął tych rad do serca - powyższa lista pokazuje bowiem największe błędy, jakie można popełnić. Nie rozumiem, jak można unikać osoby, na której nam zależy. Dla mnie jest to normalne, że choćby się waliło i paliło, to ze swoim ukochanym się spotkam. Niestety, wiele razy słyszałam opinie, że lepiej poczekać kilka dni, żeby chłopak też trochę potęsknił i żeby nie czuł, że ma Cię 'na talerzu'. Moim zdaniem głupota kompletna - on również odliczał dni do powrotu, czekaliście tyle samo.
Nie wiem też, dlaczego te spóźnienia są tak pozytywnie oceniane. Skoro umawiasz się na konkretną godzinę, to dlaczego każesz na siebie czekać? Tak ciężko jest przygotować się na czas?
Kłótni przed powrotem już chyba nie muszę nawet wyjaśniać, wszak kogo by ona nie zniechęciła do powrotu i nie popsuła nastroju? Dużo lepiej jest przygotować coś specjalnego, by ukochany czuł się dobrze, by wiedział, że ktoś na niego czeka. Radość, uśmiech od ucha do ucha, a wieczorem małe co nieco, to jest to, co uszczęśliwi mężczyznę :)
Ostatni punkt jest już niezależny od nas - jednak same skutki już jak najbardziej możemy kontrolować (pod warunkiem, że jest to po prostu przeziębienie/grypa). I właśnie teraz, pisząc tę notkę, faszeruję się ciągle różnymi lekami, by jutro żyć. Aktualnie jestem w wersji 'zombie', ale nie powstrzyma mnie to od bycia w orszaku powitalnym Pana Black. Nie mam zamiaru popełnić żadnego z powyższych błędów, choć sesja się zbliża i mogłabym faktycznie wyskoczyć z pełnym grafikiem. Priorytetem jest jednak on, więc nic mnie nie powstrzyma od tych kilku wspólnych chwil pełni szczęścia. Nawet, jeśli będę musiała do rana siedzieć nad różnymi zadaniami następnego tygodnia.
Odnośnie tych zadań, to teraz lecę robić notatki z wykładu monograficznego, a następnie spakować ręcznie robione czekoladki (polecam!), które mają jeszcze bardziej osłodzić lubemu powrót ;)  

Na zakończenie, mam dwa pytania:
1) Jakie jest Wasze zdanie - lepiej jest być sobą, czy udawać niedostępną?
2) Jak Wy witacie swoich ukochanych/ukochane? ;)