9. Jak rozpalić kobietę?


Oni zdecydowanie to potrafią. Pan Black marudził, że koncertów się nie recenzuje, ale po 1. Pani Black ma zawsze rację, a po 2. jak nie ma, to patrz punkt 1. :D
Tak więc... Wcześniej mieliście okazję czytać notkę "Czy 92 minutowy orgazm u mężczyzny jest możliwy?". Ja jednak się do niej nie wtrącałam, dałam pełne pole do popisu panu Black. Teraz robimy więc zamianę i to ja się wypowiem, a on siedzi cicho. No ale do rzeczy.

Prawie każdy mężczyzna chciałby posiadać umiejętność rozpalania kobiet od tak, bez dotyku - nie każdy może się nią jednak poszczycić. 


Ta piątka, o której dziś napiszę, opanowała tę sztukę do perfekcji!
Zacznę jednak od początku. Zanim rozpoczęły się wakacje, zamówiłam sobie ich najnowszą płytę "Alive and Burning". Naczytałam się w sieci, że do polskich sklepów może nie trafić wcale, a jak już, to długo po wakacjach, więc nie tracąc ani chwili dłużej, kupiłam przez oficjalną stronę. Strasznie się obawiałam, jak to będzie z przesyłką, czy nie będzie żadnych dodatkowych opłat. No ale na szczęście, jak tylko zakończył się mój pierwszy tydzień wakacji, w skrzynce zobaczyłam upragnioną paczuszkę.

Koncert Black Veil Brides na blu-ray'u.


Od razu włożyłam płytkę do odtwarzacza i zatopiłam się w dźwiękach ich muzyki. Niestety, nie było mi dane zobaczyć ich na żywo, więc ta płyta miała być dla mnie taką 'rekompensatą'. Jednak po jej obejrzeniu, żałowałam. Żałowałam, że nie było mnie na koncercie. 



Pierwszym kawałkiem zagranym przez chłopaków jest Heart of Fire. Zanim jednak to następuje, mamy możliwość 'odprowadzenia' chłopaków schodkami na scenę. Zatem widzimy coś, czego na koncercie się nie uświadczy. Utwór rozpoczynający mocno pobudza publikę, gdyż jest on żywiołowy, a zespół daje z siebie wszystko.
Kolejną piosenką jest I am Bulletproof. Szybki kawałek, przy którym cała widownia śpiewa refren, coś pięknego.

"Got something to live for, I know that I won't surrender, A warrior of youth!
I'm taking over, a shot to the new world order
I Am Bulletproof!
And as they take their final breath, I have built the truth
I'm taking over, a shot to the new world order
I Am Bulletproof!"

Dopiero po tych dwóch utworach nastaje czas na przywitanie się z fanami, Andy Biersack wygłasza mowę, w której przedstawia zespół i ogłasza, że

dziś wieczorem nagrywają ich pierwszą płytę DVD. 


Następnie rozpoczynają grać Coffin. Wokalista szaleje na scenie, skacze, wszędzie jest go pełno. Nie zapomina on jednak o kontakcie z fanami - tuż po piosence wygłasza kolejną mowę, w której dziękuje za wspieranie muzyki rockowej. Faithless jest kolejnym utworem, jaki możemy usłyszeć. Andy znów odwala niezłe show - nie będę jednak zdradzać szczegółów, by nie psuć niespodzianki innym ;)

"Don't ever let them keep your words from being heard"

I znów po piosence wokalista dba o kontakt z publiką, a pod koniec zapowiada następny utwór - Wretched and Divine. Tym razem cały zespół szaleje na scenie (no może poza perkusistą, który jest uziemiony - on szaleje na swoim miejscu ;) ). Knives and Pens jest już bez zapowiedzi - zaczyna się bezpośrednio za poprzedniczką. Cały zespół zasługuje na uznanie, ich gra jest niesamowita!
Tuż po piosence, zespół schodzi ze sceny, światła gasną, a w tle słychać jedynie skrzypce i wstęp do Shadows Die (tak zwany Overture). Genialnie został oddany klimat tego utworu. Po czasie, chłopaki wracają na scenę, a Andy pokazuje widowni, jak mają machać rękoma do rytmu.  Wszystko wychodzi idealnie, zespół kontynuuje. To jednak nie wszystko. W trakcie znowu dostajemy porcję skrzypiec, na których gra Jinxx. Last Rites jest kolejną genialnie zagraną piosenką. Po tym wszystkim nastaje czas na Rebel Love Song! Tu się nawet nie będę wypowiadać, bo uwielbiam tę piosenkę i brak mi słów, by ją odpowiednio opisać ;)


"Never gonna’ change my mind
We can leave it all behind
Nothin’s gonna’ stop us
No not this time
So take your hand in mine
It's ours tonight
This is a Rebel Love Song
Hearts will sacrifice
It's do or die
This is a Rebel Love Song
Wild and running for one reason
They can’t stop us from our freedom"

Następnie, solówką CC na perkusji, rozpoczyna się utwór The Legacy. Przy tej piosence nie można również pominąć genialnej gry Jake'a Pitts'a oraz Ashley'a Purdy.

"We came from nothing but promised one thing,
We’ll change the world with these guitars.
So listen closely, and don’t stop working,
No one can tell you who you are."

Andy po tym utworze się rozgadał - wygłosił naprawdę motywującą przemowę na temat cięcia się (prosił fanów, żeby nie robili tego i zamiast żyletek przynosili im uśmiech, który będzie oznaczał, że ten problem ich nie dotyczy). Wszystko to było wstępem do Sweet Blasphemy.

"We are young and we are strong
Through strength in self we become
Something more than they can be
I raise my heart and sing!"

Następną piosenką jest Perfect Weapon, która również została poprzedzona monologiem Andy'ego. Fallen Angels zostało zapowiedziane jako ostatni utwór.

"We’re bored to death in heaven
And down alone in hell
We only want to be ourselves

We Scream, We Shout
We are the Fallen Angels"

Można się oczywiście od razu domyślić, że to jednak nie wszystko, wszak jest to numer stary jak świat -  po drobnej przerwie wracają z utworem Rebel Yell.
Wspaniałym uwieńczeniem całości jest utwór In the End.

Tym razem już nikt nie ma wątpliwości, że to koniec. 


Z góry lecą białe i czarne balony, a zespół daje czadu.


"Born a saint
But with every sin I still wanna be holy
I will live again
Who we are
Isn't how we live we are more than our bodies
If I fall I will rise back up and relive my glory

In the end
As you fade into the night
Who will tell the story of your life
And who will remember your last goodbye ?
'Cause it's the end and I'm not afraid
I'm not afraid to die"

Pod koniec, na scenę wchodzi również tajemniczy gość (Wil Francis) - kto oglądał Legion of the Black, ten go skojarzy bez problemu ;) Szkoda tylko, że tak krótko jest na scenie. Mam wrażenie, że nie dopracowali jego wejścia - wchodzi na kilka sekund, bez szału, po czym wychodzi - Andy niby go przedstawia, ale robi to w trakcie utworu, więc niewiele słychać. Tu aż się kusi, by został na scenie chwilę dłużej i powiedział coś, np. krótki fragment jego mowy z filmu.
Po koncercie możemy również włączyć sobie dodatek zwany "meet the fans" - jak sama nazwa wskazuje, jest na nim spotkanie zespołu z fanami. Podpisują im płyty i inne rzeczy, robią sobie zdjęcia, rozmawiają - da się zauważyć na nim, że mają oni dobre podejście do fanów i są na nich otwarci.
Ostatnią rzeczą, jaką opiszę jest książeczka dołączona do płyty. Niestety, jest ona bardzo cienka. Ma zaledwie 8 stron, z czego należałoby odliczyć 2 strony (tytułową i końcową). Każdy członek zespołu ma jedną stronę, na której są tylko jego zdjęcia. Szkoda, że tylko tyle.

Reasumując, płyta jest zdecydowanie warta zakupu. 


Black Veil Brides wykonało kawał dobrej roboty i na pewno będę dość często oglądać ich show. Jedyna uwaga, o jakiej chciałabym wspomnieć, jest to długość koncertu. Mam wrażenie, że jest zdecydowanie za krótki. Te kilka piosenek mija w porażającym tempie, zostawiając niedosyt widzowi. Może następnym razem chłopaki zagrają dla nas dłużej? ;) (a może tylko tak mi się wydaje? Wszak przyjemności zawsze szybko mijają, bez względu na to, ile trwają ;) )
Pozdrowienia dla BVB Army oraz reszty czytelników! :)
Pod spodem zamieszczam trailer płyty, miłego oglądania :)


PS Koniecznie napiszcie w komentarzu, jak Wam się podoba trailer :) No chyba, że obejrzeliście już cały koncert, wówczas chętnie dowiem się Waszej opinii o nim! :)
W sumie, korzystając z okazji, spytam fanów BVB - wolicie obejrzeć ich koncert, czy film (Legion of the Black)? Dla niewtajemniczonych -> klik <-

Jeżeli ktoś byłby zainteresowany polskimi napisami do filmu, to wystarczy napisać w komentarzu, a pomyślę o jakimś udostępnieniu ich ;)