10. Dziecięce uzależnienie, czyli ranking najlepszych gier!

Jak my się cieszymy, że mieliśmy możliwość przeżyć swoje dzieciństwo w tamtych czasach. Dzisiaj ludziom powoli odbija i wymyślają najdziwniejsze możliwe akcje. Czasem jest to bezstresowe wychowanie (o czym może się kiedyś wypowiemy w osobnej notce, wszak to temat rzeka), czasem jest to zakaz oglądania bajek (przecież to tak bardzo szkodzi dzieciom...), a nieraz chodzi o zakaz grania na komputerze/play'u. I właśnie dziś zajmiemy się tym ostatnim.
Rodzice obecnego pokolenia nie mają za bardzo pojęcia, co sprawia problemy wychowawcze. Próbują różnych metod, niekiedy z tragicznymi skutkami. Niestety, dzisiejsze bajki/gry/filmy nie są tak dobre, jak te z ich młodości, pod względem przekazu. Trzeba na każdym kroku uważać, co robi dziecko i czy przypadkiem nie jest to coś negatywnie wpływającego na malucha. Co robi rodzic? Zamiast po prostu sprawdzić, czy gra/bajka jest odpowiednia, to zakazuje ich całkowicie. Jednak nie myśli wówczas o tym, że niektóre z nich mają bardzo dobry wpływ na rozwój ich pociech, uczą empatii, logicznego myślenia, zręczności. No ale nie będziemy się tu więcej o tym rozwodzić, każdy robi, jak uważa. 
Zajmijmy się jednak wspomnieniami. Jak już z powyższego tekstu domyślić się możecie, my nie mieliśmy problemów z takimi zakazami. Mogliśmy w pełni korzystać z dobrodziejstw komputera. Dzięki temu poznaliśmy wiele ciekawych gier, na których wspomnienie aż się cieplej robi na sercu. Które z nich najbardziej zapadły nam w pamięci?    

Najlepsze gry dzieciństwa według pani Black


1. Książę i tchórz


Nie ważne, że grafika już nie ta, nie ważne, że dialogi już mogę recytować z pamięci - i tak będę sięgać po tę pozycję po wsze czasy! Jest to gra GENIALNA, w której wcielamy się w postać księcia Galadora, a tak dokładniej to w dwie postacie na raz - księcia i tchórza. Wszystko to za sprawą cyrografu i próby ominięcia konsekwencji z niego płynących. Nasz biedny bohater, a w zasadzie jego dusza, wchodzi w postać Galadora (i to w chwili, gdy ten walczy z Czarnym Rycerzem). Oczywiście, spanikował i uciekł, hańbiąc tym imię księcia. Od tej pory, naszym zadaniem jest pomóc tchórzowi powrócić do swojego ciała. Na szczęście, grabarz zna się na magii, dzięki czemu przywraca do życia wielkiego arcymaga Arivalda - przed chwilą wyczytałam, że współtwórca fabuły (Jacek Piekara), napisał o nim serię opowiadań "Ani słowa prawdy. Opowieści o Arivaldzie z Wybrzeża". To właśnie ta postać pomaga nam i służy radą przez całą grę. Nigdy nie zapomnę jego opisu najbliższej karczmy:
"Podawali piwo, krasnoludzki spirytus z piwem i pyszną golonkę z chrzanem gotowaną w piwie. Pod ścianą siedziało piwo, to znaczy bard i pisał poemat."
To oczywiście nie jedyny zabawny tekst z gry - większość dialogów jest genialna i warta wysłuchania od początku do końca. W dzieciństwie nie zauważałam tego, jednak po latach okazało się, że gra ta jest najeżona dwuznacznościami. Aż chyba sobie zagram raz jeszcze. Zagadki zawarte w grze nie zawsze należą do prostych - czasem trzeba się ładnie nakombinować. Warto również wspomnieć, że gra wykonana została w całości przez Polaków. Bez niej dzieciństwo nie miałoby sensu ;)

2. Tomb Raider


Lara Croft to postać, którą chciała się stać pani Black. Twarda babka, która nie boi się wyzwań, a do tego jest bardzo inteligentna. Czasem tylko za dużo stęka przy wspinaniu, skakaniu i innych takich. Jest ona archeologiem, który poszukuje zaginionych artefaktów. W pierwszej części, gra rozpoczyna się od piramid, gdzie bohaterka musi je sama eksplorować (o ile mnie pamięć nie myli i nie pomyliłam części gry). Zanim jednak zaczniemy rozgrywkę, możemy wejść w tryb samouczka - znajdujemy się wówczas w posiadłości panny Croft. Zostało to stworzone po to, by nauczyć się sterowania bohaterką. W domu jest pełno miejsc do odkrycia, sal do ćwiczeń. Kto by się jednak tym w dzieciństwie przejmował. Największą wówczas frajdą było uciekanie przed lokajem Lary. Chodził on za nią z tacą i ciężko było się przed nim ukryć.
Pamiętam, że w jednej z kolejnych części mieliśmy za zadanie pozbyć się cyborga. Należało zalać pomieszczenie wodą, szybko wejść na górę, włączyć prąd, co powodowało zwarcie cyborga i następnie jakoś się z pomieszczenia wydostać (tak mniej więcej, dokładnie nie pamiętam). Nie było to łatwe zadanie, Lara nie zawsze współpracowała tak, jak się tego od niej oczekiwało. Raz jednak udało mi się zniszczyć cyborga i przejść całe to zadanie, już byłam przeszczęśliwa, gdy nagle BUM! Płyta rozsypała się w drobny mak, a napęd cd był do wymiany...

3. Need For Speed


Jedne z pierwszych części NFS wyglądały całkowicie inaczej od tego, w co mamy możliwość grać obecnie. Było tam tylko kilka dostępnych tras, które po przejściu gry znało się praktycznie na pamięć. Grafika nie była jeszcze zbyt cudowna, ale nie przeszkadzało to w dobrej zabawie. Najważniejsza była jednak możliwość rozgrywki multiplayer. Ściganie się z kimś, kto siedzi obok, jest dużo lepsze niż gra z komputerem. Pamiętam, że ekran był podzielony wówczas na dwie części - na górze była rozgrywka jednego gracza, a na dole drugiego. Brakuje mi tego w nowych częściach NFS, chętnie bym skopała d... panu Black i pokazała, jak się powinno jeździć ;)
Kolejne części są coraz lepsze graficznie, również została dodana pewnego rodzaju fabuła do gry, jednak to już nie to samo. Jak dla mnie Underground 2 jest najlepszą częścią całej serii. Ewentualnie, może z nim konkurować Undercover. I znów mam ochotę zagrać na samo wspomnienie o grze... ;)

4. The Sims


Tej gry nikomu chyba nie trzeba specjalnie przedstawiać. Zaczęło się od części pierwszej i miliona dodatków. Tworzymy swoją wymarzoną historię, kilku simów i działamy. Możemy zrobić z nimi wszystko. Dosłownie. Dziewczyny zazwyczaj skupiały się na tworzeniu szczęśliwej rodziny oraz projektowaniu domu swoich marzeń. Chłopcy natomiast woleli uśmiercać simy na wszelakie możliwe sposoby. Zawsze mi się podobało to, że w sieci było pełno dodatków do ściągnięcia - typu dodatkowe fryzury, ubrania, meble i akcesoria. Jedynym mankamentem było to, że nie można zapisać parceli, gdy jest na niej Śmierć. Raz właśnie uśmierciłam sima i skopiowałam Śmierć - postawiłam sobie dwie sztuki, jak posągi, przed głównymi drzwiami do domu. Podczas kontynuacji gry, problemu nie było - oryginał sobie poszedł, a kopie stały nieruchomo na swoich miejscach. Jednak, gdy chciałam wyjść z gry...no nic, trzeba było je usunąć.   

5. Gothic


Genialna gra. Na wstępie jesteśmy witani przez Diego. To on nas wprowadza w świat przedstawiony w rozgrywce. Mamy w niej możliwość wyboru ścieżki 'kariery' postaci. Są tam bowiem trzy obozy. Stary Obóz, Nowy Obóz oraz Bractwo Śniącego. Do SO przyłączamy się na samym początku gry. Tam dowiadujemy się, o co tu chodzi. Dostajemy różne misje do wykonania. Podczas podróży do innych obozów, po drodze napotykamy różne stworzenia - musimy jednak patrzeć, czy nie są one dla nas zbyt silne. Szczerze powiedziawszy, to z nazwy pamiętam tylko Ścierwojady, czyli jedne z najmniej groźnych zwierzaków. Gdy powoli zaczynamy poznawać inne obozy, to stajemy twarzą w twarz z wyborem. Czy chcemy pozostać w swoim obozie, czy może przyłączyć się do NO lub BŚ. Jeden z nich pozwalał szkolić się naszemu bohaterowi na maga, nasz pierwotny specjalizował się w zwykłej walce, a ten trzeci...no wiecie, wiek już nie ten, pamięć nie ta sama - przypomnijcie mi proszę w komentarzach, w czym się specjalizował ten trzeci obóz. ;)
Stary Obóz był ogrodzony, miał przed wejściem straże, więc nikt niepowołany nie mógł tam wejść. Wewnątrz znajdowało się również królestwo, a naokoło były chaty pracowników.
Nowy Obóz miał przed wejściem pola ryżowe. I to by było na tyle, jeżeli chodzi o moją pamięć o tym obozie.
Bractwo Śniącego natomiast było zgrupowaniem palaczy narkotyków, którzy mieli jakieś dziwne wizje o Śniącym. To był ich Bóg, w którego mocno wierzyli.
Gra ta jest naprawdę godna polecenia! W sumie, to nie było mi dane grać w kolejne części, ale mam zamiar niebawem to zmienić ;)


Najlepsze gry dzieciństwa według pana Black


1. Heroes of Might and Magic III


Chyba każdy miał styczność z tą grą. Niedawno wyszło wydanie w wersji HD, za co Ubisoft należą się brawa. Dla tych, co nie grali wcześniej, jest to gra, w której kierujemy głównymi bohaterami, eksplorujemy magiczną krainę, zdobywając surowce, artefakty, jak i doświadczenie. W międzyczasie budujemy swoje miasta i rekrutujemy armię, dzięki której prowadzimy bitwy. Celem zabawy jest zgładzenie przeciwnika, którym steruje komputer lub nasi koledzy, z którymi mamy możliwość zagrać na jednej mapie. Jak dla mnie Heores 3 skradła moje serce wiele wiele lat temu. Ostatnio z Panią Black graliśmy w odświeżoną wersję i mieliśmy dobrą zabawę przez pół dnia. Klasyka sama w sobie.

2. Gothic


"Nazywam się Diego..." Jest to pierwszy dialog jaki usłyszymy na początku gry, która jest osadzona w czasach średniowiecza - w świecie Myrtany. Stajemy w niej do walki w obronie królestwa przed inwazją orków, ogrów, ścierwojadów i innych stworzeń atakujących Bezimiennego. Gothic to była pierwsza gra RPG, w jaką grałem. Pamiętam, że na starym komputerze trochę się wieszała. Najbardziej denerwowało mnie w niej to, że jak chciałem zabić całą osadę, to główni bohaterowie byli nieśmiertelni i wiadomo jak na tamte czasy masa błędów w grze np. wisząca w powietrzu nasza postać. Ogółem saga Gothic według mnie jest bardzo dobra, ale tylko do dodatku drugiej części - Nocy Kruka. Chociaż ostatnio grałem w Risen 2 i w zasadzie prawie niczym się nie różni od typowego Gothica, nawet te same osoby pokładały głos. Nie wrócę już nigdy do tej gry, ale wspominam ją doskonale.

3. The Sims


Pierwsza część kultowej gry, w której pierwszy raz możemy zarządzać rodziną. Pamiętam, jak miałem może 8-10 lat i pojechałem z rodzicami do ich znajomych, którzy mieli starszego o rok syna. To właśnie on pokazał mi simy. Na początku zarządzaliśmy Janem Kowalskim i, jeśli dobrze pamiętam, rodziną Ćwir. Najbardziej w tej grze uwielbiałem uśmiercać simy poprzez kupienie basenu i zabieranie drabinek, sprzedawanie okien a także pożar wywoływać kupując meble i stawiając je koło kominka, aby się zapaliły. Na końcu sprzedawałem ich nagrobki. Oczywiście wszystko to mogło się odbyć dzięki kodom. No ale kto wtedy nie grał na kody w Simsy ? Jedno, co mnie w nich denerwowało i denerwuje do tej pory to to, że podstawowa wersja jest uboga i zawsze wychodzi po 8 dodatków.


4. Need For Speed Underground


Jedna z pierwszych gier komputerowych, w których prowadzimy tuningowany przez nas samochód. Nie jest to jednak zwykła wyścigówka, towarzyszy temu rozbudowana fabuła. Nocne wyścigi, sprinty, drifty i dragi (nie te, o których pomyśleliście uzależnieńcy :P). Adrenalina, kiedy już na ostatnim półmetku, 8 - ostatnie okrążenie, gdy nagle wyjeżdża znienacka samochód i bum.... reakcja bezcenna, sami wiecie...

5. Crash Bandicoot


Jest to mój faworyt jeśli chodzi o gry z dzieciństwa. Na głównego bohatera ciągle mówiłem lisek. Każda część dopóki wychodziła na PSX była cudowna, każdą przeszedłem wiele razy i do końca życia jej nie zapomnę.

Patrzcie, co znalazłem -> klik <- =D


Dopisek od pani Black: Aaaa, dzięki liskowi przypomniałam sobie o jeszcze jednej genialnej grze dzieciństwa! Pamiętacie Croc'a? :)


Jakie są Wasze ulubione gry dzieciństwa? Graliście w którąś z gier powyżej? :)
Czekamy na Wasze komentarze i opinie :)

EDIT Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina... jak ja mogłam zapomnieć o tak ważnej grze, jaką był Frogger? Nie wybaczę sobie tego :(